|
Zapiski sadzą w kominie.
czwartek, 05 kwietnia 2007
...
Czasami autentycznie siebie nienawidzę. I pewnie miałoby to opłakane bądź opłakiwane skutki, gdyby nie to, że nienawidzę się czasami z tak pięknych powodów. I że te powody pokazują mi jednocześnie jak piękne potrafi być życie i świat. Life is good. And full of surprises. Lots of surprises. Idę posłuchać soundtracku. Bardzo, bardzo głośno.
sobota, 31 marca 2007
Czekolada
Chciałam tylko powiedzieć - zanim Roman Giertych wyśle kontyngent Moherowych Beretów na misję do Kanady - że przemawia do mnie idea Chrystusa z czekolady. Takiemu, to bym nawet mogła wylizać stopy :) I zastanowić się głębiej nad zamysłem dokonania aktu apostazji :)
środa, 28 marca 2007
Wiesna
Wiesna przyszła. Po czym poznaje to Petiote? Zaczynają ją bezczelnie podrywać jej studenci. Oszfak. Nie będzie kolejnych "Notatek o skandalu". O nie.
czwartek, 22 marca 2007
Piękny kraj
Od paru dni chodzę po świecie przekonana, że Australia to taki cudowny kraj, w którym mają najmniejsze krowy i najprzystojniejszych nieletnich na świecie. Oł dżiiii.
niedziela, 18 marca 2007
Zupa
Będę mało trendi. Nie rzucę nazwą diety. Ani sprawdzoną receptą na kulinarny wynalazek z gatunku nouvelle cuisine. Mi się zachciało. Kurwiczka. Zatęskniłam, wymyśliłam. Pomachałam chochelką. Ta da !!! Proszę Państwa - wynalazłam dziś kiełbasę w sosie żurkowym. Na domiar złego w tym mętnym płynie, który da się zauważyć wokół smakowicie zarumienionej kiełbaski marki rzeszowska pływa smętnie rozmemłane jajko na miękko. Jakieś porady dla życiowo mniej sprytnych?
czwartek, 15 marca 2007
Ta da !!!
Po wydarzeniach ostatnich tygodni mam jakiś taki gorzki posmak w ustach. Choć w zasadzie może to być równie dobrze nigdy-nie-opuszczający mojej paszczy posmak papierosów firmowanych przez Scandinavian Tobacco. Facet mojej koleżanki określił mnie jako "zbuntowaną na rzeczywistość oraz przedwcześnie zgorzkniałą" i jestem bardziej niż kiedykolwiek w stanie się z nim zgodzić. Choć swoim zwyczajem oczywiście oplułam go obficie jadem. Aż się szybko poszedł kąpać. Rozkminiam sposoby na przełożenie tego buntu i zgorzknienia na pozytywną, twórczą energię, ale kiepsko mi idzie. Zalążki wywiał ze mnie zajebiście zimny wiatr w Jastrzębiej Górze. Resztę wypędziły z organizmu śledzie z żurawiną. Nie jest łatwo. W nowej "pracy" powitano mnie słowami "witamy na wyspie życiowych rozbitków" a wdrażałam się idąc szerzyć kaganek oświaty człowiekowi, który wyglądał wypisz wymaluj jak piesek Chihahua. Chyba dobrze napisałam. Coś mi się wydaje, że trzeba się porządnie spić, żeby ruszyć z miejsca.
poniedziałek, 05 marca 2007
Pięć niesprawdzalnych, niepodważalnych faktów, czyli Ciemnogród i zabobon
1. Przez całe dzieciństwo po drodze do podstawówki miałam system nie nadeptywania na pęknięte płyty chodnikowe. Kolega mnie nastraszył, że spod takiej pękniętej płyty mogą wychodzić szczury-ludojady. Na szczęście większość chodnika była pokryta asfaltem. 2. Przez całe liceum wchodziłam na teren parku wokół szkoły przez lewą bramkę. Był przesąd, że jak się wejdzie prawą, zaliczy się glona. Raz zapomniałam, trep był. Z fizyki. 3. Przez 8 lat treningów akrobatyki skakałam najrozmaitsze kombinacje z nitką w ręku. Drugi koniec nitki trzymał trener. Jak tylko zabierał mi nitkę, zaraz po rozbiegu lądowałam centralnie na pysk. 4. Zamordowałam chomika w trzy godziny po otrzymaniu go w prezencie od mojej siostry. Morderstwo odbyło się poprzez upranie chomika w proszku E w pralce automatycznej. 5. Naprawdę mam depresję, więc dlaczego NIKT MI KURWA NIE WIERZY???!!!
wtorek, 26 grudnia 2006
Zmiany widzę, zmiany...
Ej,no,może nadszedł czas, żeby wam się wytłumaczyć. Moje sarkastyczne poczucie humoru według jednych pokrywa moją wieczną frustrację, według innych jest sposobem na życie. Lubię je. Chwilowo jednak jestem sfrustrowana autentycznie. Dlatego chcę Wam oszczędzić smętnych egzystencjalnych wynurzeń i milczę. Blogowo. W ogóle chyba zapadłam w sen zimowy. Albo po prostu popadłam w stupor. Daję sobie jeszcze chwilę, bo niedługo pierdolnie. A jak pierdolnie, to zacznę znów kręcić tym pieprzonym interesem. Do porzygania :)
środa, 08 listopada 2006
Proszę........
Ja proszę, żeby coś pierdolnęło i się stało. No. Jak trzeba napisać podanie, to nie ma sprawy. Nawet majla wyślę. Mam już wprawę. W wydzwanianiu też, więc par surcroit mogę i zadzwonić. Ale niech pierdolnie i się stanie. Bo. Bo. Bo już się zmęczyłam. O.
poniedziałek, 06 listopada 2006
Szalik
Kupiłam sobie zajebisty szalik: strzasznie długi, strasznie szeroki i bardzo ciepły. Wchodzę rano przemarznięta do biura i sunę do swojego działu całkiem w niego zamotana: widać spod szalika tylko górną część oprawki do okularów a zaraz nad nią jest już daszek od czapki. Z naprzeciwka biegnie qmpela z papierami w ręku. Na mój widok zwalnia i staje w poprzek korytarza tak, żebym nie mogła przejść obok. Łapie za górną część szalika, w oczach lekki niepokój i odsłania mi twarz. - Dżizas, Ulala, to ty! - No a kto? - Już się wystraszyłem, że oprócz kontrolingu jeszcze audyt nasłali! **** Działowi IT na przeciwko mnie zajebiście się z rana nudzi. Przychodzą robić u nas bydło. Domowe przedszkole. Jeden z nich domalowuje lasce na plakacie nad moim biurkiem wąsy i rogi, drugi zakleja post-itami kontakt, żeby się nie dało wyłączyć światła, trzeci stoi obok i na kartonie mleka HEJ! należącego do chwilowo niebecnego kumpla pieczołowicie i w skupieniu przeprawia flamastrem E na U. Na koniec biorą mój szalik i rozciągają na podłodze. Rozmawiam przez telefon z kontrahentem i nie mogę reagować, tylko rzucam w nich papierkami i wygrażam pięścią. Panowie się zmywają. Ja odkładam słuchawkę. Do pokoju wchodzi Huberto z księgowości. - O widzę, że zainwestowałyście w chodniczek. Jaki ładny. To nie będę deptał. No żesz kurwa dzięki. |
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Big Brother, czyli kogo popodglądać:
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||